Nie ulega wątpliwości, że żyjemy w kulturze, która promuje powierzchowność. Wśród wielu poradników o tym, jak wypaść na pierwszej randce, jak sprawić, żeby ktoś Cię pokochał, jakie wino na wieczór i co do żarcia, tak mało mówi się o tym, jak żyć. Razem. I to przez całe życie.

Ludzie lubią udawać. Idąc na pierwszą randkę, mówić o życiu, którego nie mają. W ten sposób sami narzucają sobie presję, która prędzej czy później spala każdy związek. To czy masz kartę multisportu, lambo w garażu, czy paszport polsatu nie ma większego znaczenia, bo po kilku latach znaczenie ma tylko to, jak potrafisz traktować drugą osobę, jak reagujesz na fakt, że za oknem ciągle leje i jakim jesteś człowiekiem.

W innym wypadku jesteś jak zajebisty trajler nowego filmu, który w całości, okazuje się strasznym gniotem.

Miłość jest fajna wtedy, kiedy jest spontaniczna. Kiedy spacerujecie razem po plaży, turlacie się w piasku i opierdzialacie wspólnie kebaba na cienkim. Do tego nie jest potrzebny glazurowany burak ćwikłowy z kawiorem w ekskluzywnej restauracji, na który Was nie stać. No chyba że stać, to co innego.

Serio, nie musisz udawać przed drugą osobą Jamesa Bonda. No bo co z tego, że masz spluwę w spodniach, skoro w codziennym życiu zachowujesz się jak Teletubiś? I to ten Twinky Winky z torebką. Druga sprawa jest taka, że ludzie chcą nas kochać takimi jakimi jesteśmy. Chcą kochać to co szczere, prawdziwe i intymne. Z tego właśnie powodu pierwsze wrażenie, robi się tylko raz. Na potem, zostaje już cała reszta.

Życie to nie tylko niedziela. To także poniedziałki i wtorki. Deszcz, grypa, zakatarzony nos, gorączka i kolki Waszych dzieci. To także trzy choroby współczesnego świata: nerwica, kurwica i brak kasy. I w tym się trzeba jakoś odnaleźć. Z tym się trzeba zmierzyć. A że jest to trudna walka, to trzeba mieć obok siebie dobrego żołnierza. I fajnego, żeby dużo się uśmiechać.

Znacie Marilyn Monroe?

No chyba wszyscy ją znają. Idealna kandydatka na żonę. Bogata, sławna, piękna, seksowna. Lubiła gotować i czytać książki. W rzeczywistości była po trzech rozwodach, zmarła samotnie, napruta środkami nasennymi, naga i wykończona życiem. Jedna z Francuskich pisarek Francine Prose napisała o niej takie słowa: Jej piękne ciało zniknęło, zanim zdążyła popełnić dwa największe Amerykańskie grzechy; roztyć się i zestarzeć.

Życie to nie jest Hollywood. Raczej Bollywood i to w gorszym wydaniu. Wraz z wiekiem, pewne części ciała ( i to te najfajniejsze) opadają. Ich miejsce zastępuje brzuch. Sztywnieją stawy, siwieją włosy, albo w dotyku robią się jak końskie siano. Co wcale nie oznacza że film który razem kręcicie, musi być nudny jak flaki z olejem. Może trzymać w napięciu aż do napisów końcowych i informacji: wystąpili…

Nie zostawiaj najlepszych scen jedynie w trajlerze.