Ostatnio rozmawiałem z kumplem na temat drugiej szansy w związkach. Pomijając skrajne przypadki, sam zacząłem się zastanawiać nad tym, czy miłość zasługuje na drugą szansę? Na początku powiem tak: każdy człowiek zawsze, miłość niekoniecznie.

Nie odbierajmy innym czegoś, czego wszyscy potrzebujemy.

Prawda jest taka, że z reguły ludzie się nie zmieniają. Jak ktoś zdradzał, to zdradzał będzie, a jak głupi, to przeniesie głupotę na Wasze potomstwo.  Ale to tylko z reguły. Z drugiej strony historia zna wielu ciepłych i wspaniałych ojców, matek i ludzi, w których nie wierzono i których notorycznie skreślano.

Prawdziwy burdel zaczyna się wtedy, kiedy kolejna obietnica poprawy, staje się już niewystarczająca. Kiedy nie ma już czego bronić. Kiedy coś się kończy, a zaniedbania są tak wielkie, że już nic się nie zacznie.

Wierzę w miłość, która daje kolejne szanse. Ale nigdy nie dał bym szansy komuś, kto nie odczuwa potrzeby bycia dla mnie i dla siebie kimś lepszym.
Jacek Walkiewicz powiedział kiedyś takie słowa: Wspierając innych, wspieramy także siebie. Kto przewiezie łodzią drugiego człowieka na drugi brzeg, sam też tam dopływa. I jest w tym wiele prawdy, bo kiedy przestaniemy wierzyć w zmianę, przestaniemy wierzyć także w siebie. Warto wspierać ludzi i dawać im szansę.

Ale w zmianę można uwierzyć dopiero wtedy, kiedy widzimy że ta druga osoba coś zmienia, coś robi. Nie wiem, chodzi do psychiatry, pracuje nad tym co nie działa, zmieniła środowisko, przestała chodzić na dziwki, ma zwykłą potrzebę bycia kimś lepszym.

Jeżeli chodzi o drugie szanse, to oczywiście zależy od sytuacji. Bo są chwile, w których trzeba przyjąć kwiaty i jeszcze raz spróbować zbudować coś dobrego. Bo dobre rzeczy, bardzo często powstają z tych złych. Bo miłość taka jest, że ocala to, co w nas połamane.  Wiecie, łatwo jest usiąść w fotelu, skupić się jedynie na swoich oczekiwaniach i cudzych wadach, ale to nigdy nie działa.

Są też takie chwile, w których trzeba powiedzieć delikwentowi won i owszem dać szansę, ale komuś innemu.