­To był dobry poranek. Zanim zwlekłem się z łóżka, podziękowałem Bogu za to, że nie zapomniał mnie dzisiaj obudzić. Że mam do wykorzystania kolejny dzień, którym mogę się cieszyć i w którym mogę zmienić coś więcej, niż koszulkę i skarpetki. Kiedyś, kiedy miałem kilkanaście lat myślałem, że szczęście to szlafrok, drink z palemką i łóżko z krytym baldachimem z którego widać lazurową wodę. I choć dalej uważam że jest to całkiem przyjemne, to jednak, od tamtych czasów wiele się zmieniło.

Jesteśmy pokoleniem, które zamiast na drogę, lubi patrzeć na światła swoich telefonów. Tak to już jest, że w dobie patrzenia za tym, co bardzo często jest nieistotne gdzieś umyka nam to, co najważniejsze- czyli relacje i my sami. Im jestem starszy -tym coraz bardziej rozumiem- że w tym filmie, który wyświetla nam ktoś z nieba, nigdy nie chcę pozostać poza pierwszym planem.

Mam w życiu tylko jedno proste życzenie- chciałbym zawsze być szczęśliwy. Tak zwyczajnie. Dla siebie i dla innych. Chcę mieć zawsze jakiś  powód, żeby budzić się codziennie rano. Chciałbym zawsze otaczać się życzliwymi ludźmi, którzy nigdy nie znajdą powodu, żebym przestał się uśmiechać. Mendy, są mi potrzebne do życia, jak tatarskie siodło.

Żeby nie było, że baldachim jest zły. To co materialne, też nas kształtuje, daje szczęście i wiele możliwości. Ale niekoniecznie musimy mieć wiele, żeby odczuwać zwykłą radość z życia. Kiedyś, kiedy miałem w mózgu masło- wierzyłem, że w życiu warto mieć wszystko. Ale to nieprawda. W życiu chodzi o to, żeby mieć takie miejsce na świecie, które należy tylko do nas. Gdzie czujemy się docenieni i potrzebni.

Chodzi o to, żeby czasami obudzić się w nocy, popłakać sobie ze szczęścia i poczuć jak boli nas serce.

Chcę się potykać, upadać i zdzierać sobie kolana. Chcę być czasami smutny, przygnębiony i czuć, jak jakieś drzwi zatrzaskują się przede mną i mówią mi do ucha wypierdalaj. Ale chcę być zawsze szczęśliwym człowiekiem. Tobie też tego życzę.

Jestem tutaj

A to jest fajne na spacer.